_________________________________________________________
SZTUKA “ZDEGENEROWANA” I ”ZDROWE” OSĄDY FASZYSTÓW
_________________________________________________________
*
“Opuściłem Niemcy z powodu Hitlera. Jak wiadomo on jest malarzem - i ja również. Okazało się, że nie ma juz tam miejsca dla nas obu”George Grosz

Adolf Hitler i jego nazistowska świta na otwarciu wystawy "sztuki zdegenerowanej" w 1937 r.
W faszystowskich Niemczech dokonano również gwałtu na sztuce, piętnując twórczość, którą nazwano “zdegenerowaną”.
To jeden z najbardziej monstrualnych i boleśnie ironicznych paradoksów w naszej historii: osądzać sztukę – i to z pozycji obrońców rozumu, rozsądku, krzepy i czystości – ośmielili się profani, którzy już wkrótce okazać się mieli jednymi z największych degeneratów w dziejach ludzkości.
Na początek w ogień poszły książki – Brechta, Remarque’a, Zweiga, Freuda, Manna…
Czy któryś z podpalaczy pamiętał o przestrodze i proroczych słowach Heinego, że gdy “płoną książki, to tak jakby ludzie płonęli” ?
Wątpię.
Idący za faszystowską awangardą Niemcy zbyt zajęci byli doskonaleniem się w służbie fuhrerowi, ćwiczeniem woli, urabianiem (nazistowskiego) ducha, budowaniem fizycznej tężyzny i sprawności, by zważać na jakieś tam bzdurzenia pięknoduchów.
W owym czasie Niemcy przestały być państwem ” narodu artystów, poetów i filozofów” (chyba że pro-faszystkowskich). Zaczęły się przygotowywać do czegoś bardziej konkretnego – do roli zdobywców i władców świata.
Ostrzeżenia sztuk pięknych były niczym ćwierkanie ptaszka nad bitewnym zgiełkiem.
*

Ernst Ludwig Kirchner ("Autoportret jako żołnierz"). Naziści zmienili tytuł na "Żołnierz i dziwka" kompletnie ignorując pierwotną intencje artysty, którą było ukazanie własnych, traumatycznych przeżyć (amputowana ręka) podczas I wojny światowej.
*
NIESMAK NAZISTY
Wkrótce po dojściu Hitlera do władzy z muzeów wyrzucono 16 tysięcy eksponatów uznanych za wytwory sztuki zdegenerowanej. 650 z nich zebrano w 1937 roku w Monachium i zaprezentowano w ramach wystawy “Entertate Kunst”, która przeszła do historii, nie tylko jako najbardziej haniebna i niesławna, ale też jako najliczniej uczęszczana wystawa stulecia. W ciągu kilku zaledwie miesięcy zobaczyło ją 2 miliony widzów, następny milion – w innych miastach Rzeszy. Czterokrotnie więcej, niż otwartą w tym samym czasie “Grosse Deutche Kunstausstellung” – alternatywną wystawę sztuki przez nazistowskich “koneserów” aprobowanej.
Jakimi kryteriami kierowano się potępiając dzieła? Jakie były przesłanki tej dyskwalifikacji, jakie zarzuty?
“To co widzimy to dookoła - mówił na otwarciu monachijskiej wystawy Adolf Ziegler – przewodniczący rady artystycznej Trzeciej Rzeszy – jest odrażającym wytworem obłędu, bezczelności, niedorzeczności i oczywistej degeneracji. To horror! Po oglądnięciu tego wszystkiego, pozostaje w nas jedynie niesmak”.
Kierunkiem sztuki, który głównie znalazł się pod obstrzałem, był ekspresjonizm. Goebbels (minister ośwaity i propagandy Rzeszy), z początku popierał właśnie ekspresjonizm, jako wytwór “czysto germański i nordycki” (niemieccy artyści rzeczywiście wiedli tutaj prym w Europie). Sam kolekcjonował obrazy i rzeźby ekspresjonistów. Jednak po oświadczeniu Hitlera, że aprobata musi się opierać jedynie o tradycje rasowe i kanony nacjonalistycznego realizmu, owych wątpliwości było jakby mniej.
Bez skrupułów i na ślepo rozprawiono się równiez z innymi prądami modernistycznymi: abstrakcjonizmem, kubizmem i surrealizmem, zarzucając im “znieważanie germańskich uczuć, niszczenie i zniekształcanie form naturalnych” lub po prostu brak podstawowych manualnych i artystycznych kwalifikacji i umiejętności.
*

Otto Dix ("Czaszka"). Wydane przez Dixa portfolio pt. "Der Krieg", ukazujące okropności wojny, faszyści skonfiskowali uznając je za "zniewagę bohaterów Wielkiej Wojny".
*
Potępiono nie tylko formy, ale i tematy: satyrę, antymilitaryzm, przedstawianie Żydów, czy też innych ras; sposób interpretacji wątków religijnych, społecznych, erotycznych…
Represje dotknęły różne środowiska artystów. Zaskakująco mało było wśród nich Żydów (chociaż twórców sztuki “zdegenerowanej” denuncjowano jako “bandę żydowskich komunistów“) – zaledwie 16 ze 112 twórców, których prace usunięto z muzeów.
Większość z nich starciła pracę. Byli wśród nich wykładowcy akademiccy, dyrektorzy instytutów… Pozbawiono środków do życia wielu artystów, którzy byli już znani i cieszyli się pewnym respektem w całej Europie.
Rozpoczął się masowy exodus niemieckich twórców – tych, na których spadła niełaska dezaprobaty; tych, którzy nie mogli przystać na konformistyczną, czy choćby obojętną egzystencję w państwie ogarniętym już faszystowsko-szowinistycznym szaleństwem; tych wreszcie, którzy otwarcie sprzeciwili się ideologii i polityce nazistów. Tym samym uratowali w sobie nie tylko honor i człowieczeństwo, ale i to, co w ich ojczyźnie było godne ocalenia.
*

Plakat wystawy sztuki przez hitlerowców propagowanej i popieranej.
*
FASZYSTOWSKIE PIĘKNO
Co więc było miłe faszystom? Jakiego rodzaju sztuka miała wśród nich rację bytu? Co aprobowali, popierali i propagowali?
Otóż wszystko to, co służyło ich masowej indokrynacji, lansowaniu nazistowskich “cnót”, tez i ideałów: kult mocy, siły, pięknego ciała (zachwyt nad urodą aryjskiej rasy), monumentalizm, odwoływanie się do germańskiej mitologii, idealizowanie wojny, rozpalanie patriotyzmu, wiary w “boską” misję fuhrera, gloryfikacja odwagi, wytrwałości i wyrzeczeń dla narodu…
Każdym swoim eksponatem wspomniana juz wystawa “Grosse Deutsche Kunstausstellung” starała się to potwierdzić. Królował tzw. nacjonalistyczny realizm. Oczywiście nie zabrakło heroicznych wizji, obrazów germańskiej wielkości, tudzież nadętych portretów samego Wodza.
*

H. Knirr ("Hitler, Twórca Trzeciej Rzeszy i Odnowiciel Niemieckiej Sztuki").

H. Lanzinger ("Trzymający chorągiew").
*
Pseudo-artystyczne sługusy faszyzmu prześcigiwały się w schlebianiu nazistowskim gustom oraz wyścielaniem drogi ku wspaniałej, wielko-mocarstwowej przyszłości Trzeciej Rzeszy.
Speer – nadworny architekt Hitlera – w swych megalomańskich urojeniach tworzył obłędne projekty monumentalnych budowli, wyznaczających w jego mniemaniu nową erę dla Rzeszy. W swych szaleńczych planach posunęli się do zamiaru zrównania z ziemią części Berlina i wybudowania miasta, które mogłoby przetrwać millenium, sławiąc potęgę niemieckiego mocarstwa.
Na dumnych, patetycznych i napuszonych paradach roiło się od posągów wspaniale zbudowanych Nordyków, hitlerowskich insygniów obnoszonych jak największe świętości, mocnych Matek – Germanii o regularnych i surowych rysach i skronich uwieńczonych laurami czy wawrzynem. Zastępy kwiatu młodzieży kroczyły dumnie niczym legiony Rzymskiego Imperium.
Jakże przypominało to estetykę sowieckiego socrealizmu (mimo że naziści odżegnywali się od komunizmu): ten świetlisto-kołchoźniany heroizm dorodnych żniwiarek ( z sierpem) i umięśnionych robotników (z młotem), zastygłych w dumnych pozach.
Takie były ówczesne niemieckie standardy.
*

Arno Beker ("Wojownik"). Faszystowska gloryfikacja tężyzny fizycznej i gotowości do walki.
*
Hitler czy Goebbels w oracjach przechodzili samych siebie, mówiąc (a właściwie krzycząc) o budowaniu “nowego człowieka” o wspaniałym rasowym ciele, niezłomnej woli i żelaznym charakterze.
I kto to głosił?
Ewidentni paranoicy, z których pierwszy to choleryk, niespełniony malarz i architekt; drugi zaś – rachityk i kurdupel. Nie trzeba psychoanalityka, by stwierdzić, że byli chodzącycm przykładem na potwierdzenie tezy, że często mania wielkości ma swoje źródła w kompleksach niższości.
Niestety, kompensacja ta odbyła się zbyt dużym kosztem dla ludzkości.
*

Potępiona przez hitlerowców "Kobieta klęcząca" Lehmbrucka stała się podczas wojny symbolem artystycznej wolności.
*
WYTWORY “CHORYCH UMYSŁÓW”
Organizatorzy wystawy Entartete Kunst umieścili eskponaty w kilku salach, starając się uporządkować je tematycznie. Obrazy i rzeźby opatrzono w ośmieszjące lub zniesławiające je komentarze: prace nawiązujące do religii (“bezczelne naśmiewanie sie ze świętości pod rządami centrystów”), przedstawiające kobiety (“zniewaga dla niemieckiej kobiecości“, “ideał – dziwka i kretynka“), osobników innych ras, szczególnie “kultur prymitywanych“, prac abstrakcyjnych (“szaleństwo staje sie metodą“, “obłęd za wszelką cenę“), martwe natury i pejzaże (“natura widziana przez chore umysły“)…
Slogany wyzywałw artystów od “ignorantów” i ‘”szarlatanów”, kwalifikowały ich dzieła jako “dekadencja wykorzystywana dla komercji“.
I pomyśleć, że w ten sposób potraktowani zostali najwięksi i najsłynniejsi twórcy awangardowi: Marc Chagall, Wassily Kandynsky, Emil Nolde, Paul Klee, Oscar Kokoschka, George Grosz, Otto Dix, Max Beckman, Ernst Ludwig Kirchner i wielu innych.
*

Max Beckmann ("Zdjęcie z krzyża"). Zdaniem faszystów obraz ten ośmieszał uczucia religijne pobożnych Niemców. Jeszcze jeden przykład na zupełne rozminięcie się z intencją ekspresjonisty.
*
Wszystko to było istnym stekiem oszczerstw, kalumni, niezrozumienia, nietolerancji, ignorancji, prostactwa, prymitywizmu i krótkowzroczności. Pobliczność niemiecka, poddana tej presji i perswazji, w dużej części zaczęła patrzeć na rzeźby i obrazy tak, jak chcieli tego faszyści.
Nikt oczywiście nie zaznajomił się z postulatami czy wyjaśnieniami modernistów, nikt nie starał się popatrzeć na tę twórczość z innej perspektywy. Zobaczono jedynie bohomazy, zwyrodnienie formy, chorobliwą wyobraźnię oraz degustujące motywy.
Patrzono powierzchownie. Trudno było o zrozumienie artystycznych intencji, łatwo zaś o błędną interpretację, ślepotę na to, co spoczywało głębiej.
Jak powiedział kiedyś Passolini, “Dzieło sztuki może być jednocześnie poetyckie i wydawać się prozaiczne“.
Dotyczny to również ekspresjonizmu, en bloc uznanego przez hitlerowców za domenę degenaratów – na powierzchni dzikiego, nieokiełznanego, powiedziałby ktoś – rozmytego, prymitywnego i prostego formalnie; pod spodem jednak kipiącego energią i napięciem elementarnych sił popędowych człowieka, dotykających tych głębokich zrębów jego psychiki.
Lecz dostrzec to można tylko poprzez uczciwe i nieuprzedzone obcowanie ze sztuką, którą pragnie się zrozumieć.
*
CENA WOLNOŚCI
Jakkolwiek dydaktycznie to by nie zabrzmiało, jest dla mnie sprawą oczywistą, że każdy twórca powienien mieć prawo do wyrażenie siebie samego, swojego sposobu widzenia świata – do wyboru środków i form, za pomocą których artykułuje on i urzeczywistnia swoje twórcze plany i wizje.
Takie jest moim zdaniem fundamentalne prawo artysty do swobodnej ekspresji, wolności wypowiedzi… pod warunkiem, oczywiście, że nie jest on kryminalistą i nie łamie ustalonego w demokracji prawa.
* * *
Każda tworczość powstająca pod dyktando jakiejś ideologii, przestaje być twórczością wolnego człowieka, a staje się instrumentem indoktrynacji.
Sztuka musi być wolna i otwarta…
Nawet jeśli ceną za to są niezrozumiałe instalacje, puste obrazy, anarchistyczne happeningi, zielone żaby na krzyżu, albo też gówno artysty sprzedawane w puszkach po kilka tycięcy dolarów za sztukę.
*

Piero Manzoni ("Merda d'artista").
*
**











