Luty 1, 2009

ENTARTETE KUNST

_________________________________________________________

SZTUKA  “ZDEGENEROWANA”  I  ”ZDROWE”  OSĄDY  FASZYSTÓW

_________________________________________________________

*

“Opuściłem Niemcy z powodu Hitlera.
Jak wiadomo on jest malarzem - i ja również.
Okazało się, że nie ma juz tam miejsca dla nas obu”

George Grosz

  

Adolf Hitler i jego nazistowska świta na otwarciu wystawy "sztuki zdegenerowanej" w 1937 r.

Adolf Hitler i jego nazistowska świta na otwarciu wystawy "sztuki zdegenerowanej" w 1937 r.

 

W faszystowskich Niemczech dokonano również gwałtu na sztuce, piętnując twórczość, którą nazwano “zdegenerowaną”.

To jeden z najbardziej monstrualnych i boleśnie ironicznych paradoksów w naszej historii: osądzać sztukę – i to z pozycji obrońców rozumu, rozsądku, krzepy i czystości – ośmielili się profani, którzy już wkrótce okazać się mieli jednymi z największych  degeneratów w dziejach ludzkości.

Na początek w ogień poszły książki – Brechta, Remarque’a, Zweiga, Freuda, Manna…

Czy któryś z podpalaczy pamiętał o przestrodze i proroczych słowach Heinego, że gdy “płoną książki, to tak jakby ludzie płonęli” ?

Wątpię.

Idący za faszystowską awangardą Niemcy zbyt zajęci byli doskonaleniem się w służbie fuhrerowi, ćwiczeniem woli, urabianiem (nazistowskiego) ducha, budowaniem fizycznej tężyzny i sprawności, by zważać na jakieś tam bzdurzenia pięknoduchów.

W owym czasie Niemcy przestały być państwem  ” narodu artystów, poetów i filozofów” (chyba że pro-faszystkowskich). Zaczęły się przygotowywać do czegoś bardziej konkretnego – do roli zdobywców i władców świata.

Ostrzeżenia sztuk pięknych były niczym ćwierkanie ptaszka nad bitewnym zgiełkiem.

*

Ernst Ludwig Kirchner ("Autoportret jako żołnierz"). Naziści zmienili tytuł na "Żołnierz i dziwka" kompletnie ignorując pierwotną intencje artysty, którą było ukazanie własnych, traumatycznych przeżyć (amputowana ręka) podczas I wojny światowej.

Ernst Ludwig Kirchner ("Autoportret jako żołnierz"). Naziści zmienili tytuł na "Żołnierz i dziwka" kompletnie ignorując pierwotną intencje artysty, którą było ukazanie własnych, traumatycznych przeżyć (amputowana ręka) podczas I wojny światowej.

*

NIESMAK NAZISTY

Wkrótce po dojściu Hitlera do władzy z muzeów wyrzucono 16 tysięcy eksponatów uznanych za wytwory sztuki zdegenerowanej. 650 z nich zebrano w 1937 roku w Monachium i zaprezentowano w ramach wystawy “Entertate Kunst”, która przeszła do historii, nie tylko jako najbardziej haniebna i niesławna, ale też jako najliczniej uczęszczana wystawa stulecia. W ciągu kilku zaledwie miesięcy zobaczyło ją 2 miliony widzów, następny milion – w innych miastach Rzeszy. Czterokrotnie więcej, niż otwartą w tym samym czasie “Grosse Deutche Kunstausstellung” – alternatywną wystawę sztuki przez nazistowskich “koneserów” aprobowanej.

Jakimi kryteriami kierowano się potępiając dzieła? Jakie były przesłanki tej dyskwalifikacji, jakie zarzuty?

“To co widzimy to dookoła - mówił na otwarciu monachijskiej wystawy Adolf Ziegler – przewodniczący rady artystycznej Trzeciej Rzeszy – jest odrażającym wytworem obłędu, bezczelności, niedorzeczności i oczywistej degeneracji. To horror! Po oglądnięciu tego wszystkiego, pozostaje w nas jedynie niesmak”.

Kierunkiem sztuki, który głównie znalazł się pod obstrzałem, był ekspresjonizm. Goebbels (minister ośwaity i propagandy Rzeszy), z początku popierał właśnie ekspresjonizm, jako wytwór “czysto germański i nordycki” (niemieccy artyści rzeczywiście wiedli tutaj prym w Europie). Sam kolekcjonował obrazy i rzeźby ekspresjonistów. Jednak po oświadczeniu Hitlera, że aprobata musi się opierać jedynie o tradycje rasowe i kanony nacjonalistycznego realizmu, owych wątpliwości było jakby mniej.

Bez skrupułów i na ślepo rozprawiono się równiez z innymi prądami modernistycznymi: abstrakcjonizmem, kubizmem i surrealizmem, zarzucając im “znieważanie germańskich uczuć, niszczenie i zniekształcanie form naturalnych” lub po prostu brak podstawowych manualnych i artystycznych kwalifikacji i umiejętności.

*

Otto Dix ("Czaszka"). Wydane przez Dixa portfolio pt. "Der Krieg", ukazujące okropności wojny, faszyści skonfiskowali uznając je za "zniewagę bohaterów Wielkiej Wojny".

Otto Dix ("Czaszka"). Wydane przez Dixa portfolio pt. "Der Krieg", ukazujące okropności wojny, faszyści skonfiskowali uznając je za "zniewagę bohaterów Wielkiej Wojny".

*

Potępiono nie tylko formy, ale i tematy: satyrę, antymilitaryzm, przedstawianie Żydów, czy też innych ras; sposób interpretacji wątków religijnych, społecznych, erotycznych…

Represje dotknęły różne środowiska artystów. Zaskakująco mało było wśród nich Żydów (chociaż twórców sztuki “zdegenerowanej” denuncjowano jako “bandę żydowskich komunistów“) – zaledwie 16 ze 112 twórców, których prace usunięto z muzeów.

Większość z nich starciła pracę. Byli wśród nich wykładowcy akademiccy, dyrektorzy instytutów… Pozbawiono środków do życia wielu artystów, którzy byli już znani i cieszyli się pewnym respektem w całej Europie.

Rozpoczął się masowy exodus niemieckich twórców – tych, na których spadła niełaska dezaprobaty; tych, którzy nie mogli przystać na konformistyczną, czy choćby obojętną egzystencję w państwie ogarniętym już faszystowsko-szowinistycznym szaleństwem; tych wreszcie, którzy otwarcie sprzeciwili się ideologii i polityce nazistów. Tym samym uratowali w sobie nie tylko honor i człowieczeństwo, ale i to, co w ich ojczyźnie było godne ocalenia.

*

Plakat wystawy sztuki przez hitlerowców propagowanej i popieranej.

Plakat wystawy sztuki przez hitlerowców propagowanej i popieranej.

*

FASZYSTOWSKIE PIĘKNO

Co więc było miłe faszystom? Jakiego rodzaju sztuka miała wśród nich rację bytu? Co aprobowali, popierali i propagowali?

Otóż wszystko to, co służyło ich masowej indokrynacji, lansowaniu nazistowskich “cnót”, tez i ideałów: kult mocy, siły, pięknego ciała (zachwyt nad urodą aryjskiej rasy), monumentalizm, odwoływanie się do germańskiej mitologii, idealizowanie wojny, rozpalanie patriotyzmu, wiary w “boską” misję fuhrera, gloryfikacja odwagi, wytrwałości i wyrzeczeń dla narodu…

Każdym swoim eksponatem wspomniana juz wystawa “Grosse Deutsche Kunstausstellung” starała się to potwierdzić. Królował tzw. nacjonalistyczny realizm. Oczywiście nie zabrakło heroicznych wizji, obrazów germańskiej wielkości, tudzież nadętych portretów samego Wodza.

*

H. Knirr ("Hitler, Twórca Trzeciej Rzeszy i Odnowiciel Niemieckiej Sztuki").

H. Knirr ("Hitler, Twórca Trzeciej Rzeszy i Odnowiciel Niemieckiej Sztuki").

*
H. Lanzinger ("Trzymający chorągiew").

H. Lanzinger ("Trzymający chorągiew").

*

Pseudo-artystyczne sługusy faszyzmu prześcigiwały się w schlebianiu nazistowskim gustom oraz wyścielaniem drogi ku wspaniałej, wielko-mocarstwowej przyszłości Trzeciej Rzeszy.

Speer – nadworny architekt Hitlera – w swych megalomańskich urojeniach tworzył obłędne projekty monumentalnych budowli, wyznaczających w jego mniemaniu nową erę dla Rzeszy. W swych szaleńczych planach posunęli się do zamiaru zrównania z ziemią części Berlina i wybudowania miasta, które mogłoby przetrwać millenium, sławiąc potęgę niemieckiego mocarstwa.

Na dumnych, patetycznych i napuszonych paradach roiło się od posągów wspaniale zbudowanych Nordyków, hitlerowskich insygniów obnoszonych jak największe świętości, mocnych Matek – Germanii o regularnych i surowych rysach i skronich uwieńczonych laurami czy wawrzynem. Zastępy kwiatu młodzieży kroczyły dumnie niczym legiony Rzymskiego Imperium.

Jakże przypominało to estetykę sowieckiego socrealizmu (mimo że naziści odżegnywali się od komunizmu): ten świetlisto-kołchoźniany heroizm dorodnych żniwiarek ( z sierpem) i umięśnionych robotników (z młotem), zastygłych w dumnych pozach.

Takie były ówczesne niemieckie standardy.

*

Arno Beker ("Wojownik"). Faszystowska gloryfikacja tężyzny fizycznej i gotowości do walki.

Arno Beker ("Wojownik"). Faszystowska gloryfikacja tężyzny fizycznej i gotowości do walki.

*

Hitler czy Goebbels w oracjach przechodzili samych siebie, mówiąc (a właściwie krzycząc) o budowaniu “nowego człowieka” o wspaniałym rasowym ciele, niezłomnej woli i żelaznym charakterze.

I kto to głosił?

Ewidentni paranoicy, z których pierwszy to choleryk, niespełniony malarz i architekt; drugi zaś – rachityk i kurdupel. Nie trzeba psychoanalityka, by stwierdzić, że byli chodzącycm przykładem na potwierdzenie tezy, że często mania wielkości ma swoje źródła w kompleksach niższości.

Niestety, kompensacja ta odbyła się zbyt dużym kosztem dla ludzkości.

*

"Kobieta klęcząca" Lehmbrucka stała się podczas wojny symbolem artystycznej wolności.

Potępiona przez hitlerowców "Kobieta klęcząca" Lehmbrucka stała się podczas wojny symbolem artystycznej wolności.

*

WYTWORY “CHORYCH UMYSŁÓW”

Organizatorzy wystawy Entartete Kunst umieścili eskponaty w kilku salach, starając się uporządkować je tematycznie. Obrazy i rzeźby opatrzono w ośmieszjące lub zniesławiające je  komentarze: prace nawiązujące do religii (“bezczelne naśmiewanie sie ze świętości pod rządami centrystów”), przedstawiające kobiety (“zniewaga dla niemieckiej kobiecości“, “ideał – dziwka i kretynka“), osobników innych ras, szczególnie “kultur prymitywanych“, prac abstrakcyjnych (“szaleństwo staje sie metodą“, “obłęd za wszelką cenę“), martwe natury i pejzaże (“natura widziana przez chore umysły“)…

Slogany wyzywałw artystów od “ignorantów” i ‘”szarlatanów”, kwalifikowały ich dzieła jako “dekadencja wykorzystywana dla komercji“.

I pomyśleć, że w ten sposób potraktowani zostali najwięksi i najsłynniejsi twórcy awangardowi: Marc Chagall, Wassily Kandynsky, Emil Nolde, Paul Klee, Oscar Kokoschka, George Grosz, Otto Dix, Max Beckman, Ernst Ludwig Kirchner i wielu innych.

*

Max Beckmann ("Zdjęcie z krzyża"). Zdaniem faszystów obraz ten ośmieszał uczucia religijne pobożnych Niemców. Jeszcze jeden przykład na zupełne rozminięcie się z intencją ekspresjonisty.

Max Beckmann ("Zdjęcie z krzyża"). Zdaniem faszystów obraz ten ośmieszał uczucia religijne pobożnych Niemców. Jeszcze jeden przykład na zupełne rozminięcie się z intencją ekspresjonisty.

*

Wszystko to było istnym stekiem oszczerstw, kalumni, niezrozumienia, nietolerancji, ignorancji, prostactwa, prymitywizmu i krótkowzroczności. Pobliczność niemiecka, poddana tej presji i perswazji, w dużej części zaczęła patrzeć na rzeźby i obrazy tak, jak chcieli tego faszyści.

Nikt oczywiście nie zaznajomił się z postulatami czy wyjaśnieniami modernistów, nikt nie starał się popatrzeć na tę twórczość z innej perspektywy. Zobaczono jedynie bohomazy, zwyrodnienie formy, chorobliwą wyobraźnię oraz degustujące motywy.

Patrzono powierzchownie. Trudno było o zrozumienie artystycznych intencji, łatwo zaś o błędną interpretację, ślepotę na to, co spoczywało głębiej.

Jak powiedział kiedyś Passolini, “Dzieło sztuki może być jednocześnie poetyckie i wydawać się prozaiczne“.

Dotyczny to również ekspresjonizmu, en bloc uznanego przez hitlerowców za domenę degenaratów – na powierzchni dzikiego, nieokiełznanego, powiedziałby ktoś – rozmytego, prymitywnego i prostego formalnie; pod spodem jednak kipiącego energią i napięciem elementarnych sił popędowych człowieka, dotykających tych głębokich zrębów jego psychiki.

Lecz dostrzec to można tylko poprzez uczciwe i nieuprzedzone obcowanie ze sztuką, którą pragnie się zrozumieć.

*

CENA WOLNOŚCI

Jakkolwiek dydaktycznie to by nie zabrzmiało, jest dla mnie sprawą oczywistą, że każdy twórca powienien mieć prawo do wyrażenie siebie samego, swojego sposobu widzenia świata – do wyboru środków i form, za pomocą których artykułuje on i urzeczywistnia swoje twórcze plany i wizje.

Takie jest moim zdaniem fundamentalne prawo artysty do swobodnej ekspresji, wolności wypowiedzi… pod warunkiem, oczywiście, że nie jest on kryminalistą i nie łamie ustalonego w demokracji prawa.

* * *

Każda tworczość powstająca pod dyktando jakiejś ideologii, przestaje być twórczością wolnego człowieka, a staje się instrumentem indoktrynacji.

Sztuka musi być wolna i otwarta…

Nawet jeśli ceną za to są niezrozumiałe instalacje, puste obrazy, anarchistyczne happeningi, zielone żaby na krzyżu, albo też gówno artysty sprzedawane w puszkach po kilka tycięcy dolarów za sztukę.

*

Piero Manzoni ("Merda d'artista"). Jeden z produktów sztuki wspólczesnej.

Piero Manzoni ("Merda d'artista").

*

**

Styczeń 1, 2009

NIXON

____________________________________________________________________________

Kino nie jest najlepszym nauczycielem historii, jednak lepszy taki nauczyciel, niż żaden. Od afery Watergate minęło już ponad 30 lat, lecz Amerykanie wciąż do niej wracają. W kinach obejrzeć można właśnie najnowszy film o Richardzie Nixonie “Frost/Nixon”, lecz ja chciałbym wrócić do filmu, jaki w 1995 roku nakręcił Oliver Stone. Powstał on niemal w tym samym czasie, kiedy zmarł Nixon, lecz reżyser już wtedy poddał tę postać pewnej mitologizacji.

A może odmitologizowaniu? Może obraz ten to portret prawdziwego człowieka?

______________________________________________________________________________

 

NIXON: anatomia duszy politryka i pożądania władzy. Anthony Hopkins w filmie Olivera Stone'a.
NIXON: anatomia duszy polityka i pożądania władzy. Anthony Hopkins w filmie Olivera Stone’a.
 
Mam do wyboru kilka dróg, którymi można pójść opisując film Olivera Stone’a:

 

1. FAKTY I POZÓR. Przystawanie filmowego obrazu do historycznej rzeczywistości. Przenikanie się fikcji i prawdy. Obiektywizm – subiektywizm autorów. Typowe dla kina emocjonalne zmącenie; wpływ uprzedzeń, konfrontacja z historycznym mitem. Iluzoryczność wynikająca ze specyfiki filmowego przekazu. Prawda emocjonalna i psychologiczna jako alternatywa, komentarz lub objawienie “prawdy” historycznej. Trudności z uchwyceniem tej “prawdy”. Wymóg syntezy i skrótowości – rola w tym metafory, wpływ przejaskrawienia…

Ale przecież nie chcę być nudziarzem.

2. FILMOWY WARSZTAT. Dynamika narracji, symbolika obrazów, inwencja operatora, prowadzenie reżysera, perfekcja montażu. Anthony Hopkins organicznie wchodzący w skórę Richarda Nixona (brrrr!!!).  Hipnotyzm oświetlenia, gęstość dialogów, sugestywność wizji i techniczna doskonałość.

Ale kogo to interesuje?

3. POLITYCZNY AMORALIZM. Perfidia polityki wypaczającej najbardziej prawe i unikalne chcraktery. Dobre intencje “Ojców Narodu” brukujące piekło społecznej niezgody i zapełniające cmentarze w Arlington. Makiwelizm i organiczna wredność politykierów. Skuteczność polityki równoznaczna z manipulacją i żonglerką wartościami. Cnoty republikanów i czerwień demokratów; prawość prawicy i mańkutyzm lewicy. Reakcyjność, rewizjonizm, kulisy politycznej hucpy; fasad0wość i kamuflaż. Zimna kalkulacja i bezwzględność. Naród jako abstrakcja, dobro jako abstrakcja, interes własny jako konkret. Człowiek łamany kołem historii - prawo i konstytucja łamana przez człowieka…

Ale po co się mam narażać?

4. DRAMAT SZEKSPIROWSKI. Anatomia władzy. Tragedia człowieka nie mogącego ujść przeznaczeniu – fatalizm. Niemożność dokonania moralneo wyboru. Jednostka a absolutyzm, jednostka a imperium – ludzka słabość a potęga mocarstwowej machiny. Samotność i alienacja bohatera – sam przeciw światu, nękany upiorami przeszłości…

Ale czy Nixon to rzeczywiście Hamlet?

5. WIETNAM I AFERA WATERGATE. Wojna w wietnamie jako największa pomyłka polityczna Amerykanów i jedyna przegrana przez nich wojna (nie licząc wojny w Iraku i Afganistanie, które jeszcze trwają ale i tak pewnie będą przegrane.) Ambiwalentna rola Nixona, który wojnę zastał i ponoć ją zakończył, eskalując w międzyczasie konflikt, m.inn. bombardowaniem oraz inwazją Kambodży. 60 tys. Amerykanów wraca do ojczyzny w czarnych plastikowych workach. Palenie kart mobilizacyjnych, nienawiść młodego pokolenia do Nixona, “systemu” i establishmentu. Ekonomiczne uwarunkowania bijatyki w Indochinach, przemożny wpływ przemysłu zbrojeniowego. Polityczne manipulacje i okłamywane społeczeństwo. Arogancja i bezduszność wojskowych. Protest, zamieszki i rozłam w narodzie.

Beznadziejne wdepnięcie w błoto Watergate, żałosne szamotanie sie w nim Nixona, poltyczne kozły ofiarne. Skandal prawny i moralny. Dyshonor. Nadszarpnięta wiarygodność republikanów, zabrudzony i zszargany prezydencki fotel. Od rzemyczka do koniczka – Hoover, FBI i CIA…

Ale po co psuć humor sobie i innym?

6. TRANSFORMACJA OLIVERA STONE’A. Ewolucja jego postawy ideowo-politycznej: republikanin, ochotnik walczący w Wietnamie, doświadczenie wojny na własnej skórze, gwałtowne nawrócenie antywojenne, wróg Nixona i polityki przedłużającej rzeź w Wietnamie, narkotyki i paranoja; eskpiacja, katharsis i oczyszczenie w “Plutonie” i “Urodzonym 4 Lipca”; teoria spiskowa w “JFK”; kształtowanie nowej mitologii narodowej; amerykańskie korzenie lat 60-tych: “The Doors” jako popkulturowy narkotyczno-psychodeliczny przyczynek do rewizji epoki kontestacyjnej; gwałt i przemoc jako prowokacja w “Urodzonych mordercach”; powtórka z historii najnowszej: najbardziej kontrowersyjny reżyser amerykańskiego kina kręci film o najbardziej kontrowersyjnym prezydencie w historii amerykańskiej państwowości; finał odysei: dojrzałość (?), powściągliwość (?), umiarkowanie (?) twórcy…

Ale przecież nie jest to artykuł dla “Cahiers du Cinema” ani nawet dla “Film Comment”.

 

 

 

Richard Nixon - jedyny prezydent amerykański odsunięty od władzy

Richard Nixon - jedyny prezydent amerykański odsunięty od władzy

 

*   *   *

Wynika z powyższego, że wątpliwy jest sens pisania o filmie w ogóle. Lecz ta wątpliwość może też być natury bardziej uniwersalnej: kogo interesuje hgistoria? Kogo interesuje polityka? Kogo interesuje kino?

Mimo wszystko postaram się skreśłić parę uwag dla tych nieobojętnych.

 

 

“Nixon”, kiedy znalazł sią na ekranach kin całego kraju, chwalony był zewsząd - i to zarówno w prasie konserwatywnej, jak i liberalnej. Nawet “Neewsweek”, który przy okazji “JFK” wyzwał Stone’a od paranoika podważającego zaufanie do państwa i mącącego w głowach młodzieży, tym razem nie szczędził reżyserowi pochwał. Rzeczywiście, znając życiorys Stone’a i jego filmowe przypadki – mając w pamięci wszystkie te jego kontrowersyjne obrazy, czy też nad wyraz nieortodoksyjne zapatrywania i temperament pasjonata, można się było po “Nixonie” spodziewać istnej mieszanki wybuchowej – jakiejś kolejnej historyczno-politycznej psychodelli. Może właśnie dlatego, tym co ujęło wielu recenzentów, była próba i wysiłek jakiego dokonał Stone, by w miarę uczciwie i kompleksowo ukazać całą tę złożoność charakteru prezydenta, niejednoznaczność tej postaci – pod pewnymi względami żałosnej, a mimo to nie pozbawionej pewnych znamion wielkości i tragizmu. Próba zrozumienia, a więc przebaczenia?

Wbrew temu co się sądzi powszechnie, dla sporej grupy Amerykanów nieobce i nieobojętne są te najbardziej istotne i kluczowe elementy amerykańskiej historii. Nazwiska Waszyngtona, Lincolna, Roosvelta, Kennedy’ego czy właśnie Nixona, funkcjonują w tzw. społecznej świadomości jako symbole amerykańskiego wodzostwa, dla wielu są też przedmiotem dogłębnej analizy źródeł oraz istoty państwa i republikanizmu. Takie wydarzenia, jak np. film Stone’a prowokują i konfrontują z wcześniejszymi przeświadczeniami. Bywają też pretekstem do samookreślenia się, podobnie jak to zrobił znany krytyk z Chicago Gene Siskel: “Myślę, że często jesteśmy narodem owiec, wystraszonym przez tych, których uważamy za zwycięzców. Richard Nixon bał się swoich rodziców, a my baliśmy się jego”.

Bez wątpienia “Nixona” Olivera Stone’a warto obejrzeć, choć przestrzegam, że nie jest to film dla tych, których nie interesuje polityka, ani historia, ani nawet kino.

 

 

"NIXON" (1995) Reż. Oliver Stone

"NIXON" (1995) Reż. Oliver Stone

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Listopad 6, 2008

GLOBALNA LATERNA MAGICA

headerblbloog2

*
RZECZ O 44 MIĘDZYNARODOWYM FESTIWALU FILMOWYM W CHICAGO

 

Sto kilkadziesiąt filmów z 45 krajów – w dwadzieścia dni dookoła świata. Takie były parametry chicagowskiego przeglądu. Mozaika symboli, obrazów i znaczeń, przefiltrowana przez wrażliwość i wiedzę – intelekt i emocje widzów.
Czego szukamy w kinie? Pytań czy odpowiedzi?
Najczęściej okazuje się jednak, że nie możemy znaleźć w nim tego, czego w nas wcześniej niebyło.

 

Nasza świadomość zamyka się w obrębie kilku pojęć – kluczy, symbolizujących to, co dla nas najistotniejsze. Niektórzy są w stanie je wyodrębnić i nazwać. Tak, jak zrobił to np. Albert Camus, łącząc w swojej maksymie intelektualną tęsknotę z liryzmem: “Odpowiedź na pytanie o moje dziesięć słów: świat, cierpienie, ziemia, matka, ludzie, pustynia, honor, bieda lato, morze”.
Podobnie, jeśli chodzi o festiwalowe filmy, można ich sens, treść i znaczenie ogarnąć w kilku słowach: wojna, seks, tajemnica, śmierć i nadzieja… dorzucając parę innych: wierność i zdrada, serce i pięść, łagodność i przemoc, prawda i pozór, czas i przemijanie…
Koło życia, śmierci i nadziei. Od tysięcy lat toczy się ono żłobiąc koleiny ludzkiego losu. Jakże podobne do siebie i jakże niepowtarzalne.
Od pradawnych czasów człowiek opowiada sobie tę samą historię, w której zmieniają się tylko bohaterowie. Cierpienie i rozpacz, szczęście i radość, mądrość i głupota, absurd i sens pozostają te same. Biblia, Koran, Szekspir, komedie ludzkie, boskie, i nieboskie… W księgach tych – świętych i nieświętych – odbija się absolut, zawiera się istota oraz sens naszej egzystencji. W nich powiedziano już wszystko.
(Do podobnych refleksji sprowokowały mnie obrazy ostatniego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Chicago.)

* * * 

FFESTIWALOWY BRULION FILMOWY

Poniżej przedstawiam coś w rodzaju mini-recenzji, a raczej garść luźnych notatek poczynionych przeze mnie po projekcji filmów, które udało mi się obejrzeć na Festiwalu.

 

nesen68_hautbl2

 

*

“URODZENI W ‘68″ (Nes en 68, Francja)

Francuskie, dość przyjemne, para-telewizyjne patrzydło podejmujące ekscytujące skądinąd tematy paryskiego Marca ‘68, wolnej miłości, flower-power, komunistycznych sentymentów, społecznej utopii…
Właśnie: owo “dość przyjemne” jest największym zarzutem jaki można mieć wobec filmu, bowiem materiał na ostry, kontrowersyjny obraz rozmył się moim zdaniem w stereotypowym, sentymentalnym cliche przewidywalnej sagi. Sceny orgietek, zbiorowego pląsania na golasa po ukwieconej łące, czy lesbijsko-gejowskie “momenty” nie są w stanie rozbić przeestetyzowanej wizji pastoralnej idylli, tudzież ckliwego sentymentalizmu relacji między ukazanymi w filmie postaciami.
Na próżno szukać tu politycznego, psychologicznego czy tez filozoficznego dyskursu, jaki rozpalił świat ludzi myślących (jak również bezmyślnych) w tamtym czasie. Ani razu nie wymienia się np. Sartre’a, autora idiotycznego, ale jakże bałamutnego i mimo wszystko nośnego filozoficznie back-groundu dla całej tej ruchawki “Marca ‘68″.
Utopię komuny utrzymuje się w sferze romantycznego idealizmu. Dzieje się tak mimo ukazania tragedii, w jakich po kolei niszczeni są główni bohaterowie powieści.
Niiemniej jednak dałem się uwieść owej gładkiej estetyce i łagodnej (wbrew pozorom) psychologii obrazu, przez trzy godziny pławiąc się w przyjemnościach nieuleczalnego kinomana (wydatnie pomogała mi w tym postać byłej modelki Laetitii Casta, którą zobaczyłem tu w jednej z wiodących ról).
Krytyczna refleksja przyszła później.

Np.: jak można poważnie traktować filozofię życia młodych Francuzów, którzy swoim dzieciom nadają takie imiona, jak Ludmiła i Borys?)

“PIEŚŃ JASKÓŁKI”  (Avaze Gonjeshk-Ha, Iran)

Irańska opowieść o biednym pracowniku farmy hodowlanej strusi (!), który zostaje zwolniony z pracy i usiłuje zarobić na utrzymanie swojej rodziny wykorzystując do tego celu swój motocykl (w tej roli Reza Naji, uznany na najlepszego aktora podczas ostatniego festiwalu w Berlinie).
Film o poddawaniu próbie uczciwości prostego człowieka, jak również o oporze materii, określanym niekiedy jako złośliwość przedmiotów martwych… A wszystko to przeplatane ludzkim losem na kanwie inwazji kapitalizmu i techniki w kulturę o starożytnej proweniencji.

 

jerusalema12-bigbl1

“JERUSALEMA”  (Jerusalema, RPA)

Niezwykle zajmująca historia, fantastyczne zdjęcia, świetna muzyka, żywe i naturalne aktorstwo, piekielna dynamika…
Jednym zdaniem: prawdziwe kino, dla którego kocha się sztukę filmu.
Południowo-afrykańska “kolorystyka” i temperament, pościgi i strzelaniny… walki gangów pośród apokaliptycznej scenerii slumsów Johanesburga… bez momentów wytchnienia i patrzenia na zegarek. A przy tym – kawał krwistego i parującego gorącem życia!
Totalna niespodzianka, czyli coś, co na festiwalach lubię najbardziej.

“UCZTA MARTWEJ DZIEWCZYNY”  (A Festa da Menina Morta, Brazylia)

Gdzie kończy się spirytualizm i religia, a zaczyna obłęd i zabobon?
Brazylijska mikstura amazońskiej egzotyki, indiańskiej mentalności i katolickiej inwazji w kulturę “dzikich”. Nieco rozhisteryzowane studium anatomii mitu z domieszką obyczajowej perwersji (kazirodztwo: tym razem ojciec z synem).
Jednak głownym motywem – według twórców filmu – jest “żałoba, opłakiwanie i lament”.
Cały, dość alegoryczny obraz nabrał nagle wstrząsającego autentyzmu, kiedy po projekcji, na spotkaniu z publicznością, twórcy filmu wyznali , że ich rodzice (matka reżysera i ojciec aktora grającego wiodącą rolę) w rzeczywistości popełnili samobójstwo.
W sumie: intrygujące i ciekawe, aczkolwiek nieco drażniące, mało komfortowe doświadczenie. 

*

hunger-7bl

*

“GŁÓD”  (Hunger, Wielka Brytania)

Film wzbudził kontrowersje w Irlandii i na Wyspach, i wcale się temu nie dziwię.
Rozdrapuje bowiem całkiem jeszcze świeże rany odniesione podczas walki irlandzkiego ruchu oporu z brytyjską “okupacją”, a konkretnie dotyczy strajku głodowego więźniów, członków IRA, protestujących przeciwko traktowaniu ich jako kryminaistów, bez przyznania im statusu więźniów politycznych.
Ukazując to, twórcy “Głodu” poddali swój obraz niezwykle wyrazistej stylizacji i mocnej dramatyzacji opisywanych wydarzeń, wskuteg czego – mimo oparcia całej fabuły na faktach – całość staje się na swój sposób odrealniona, a przez to mniej wiarygodna. A przecież taka była prawda: w walce o swoje ideały zagłodziło się wówczas – w północnoirlandzkich kazamatach – dziesięciu więźniów.
Mimo swego szokującego potencjału film mną nie wstrząsnął, może właśnie dlatego, iż zacząłem nań patrzeć bardziej jak na twór estetyczny niż autentyczny.

“BERLIN – 1 MAJA”   (1. Mai, Niemcy)

Wszystko wskazuje na to, że Berlin nadal zawieszony jest w jakiejś ideologicznej próżni – coś się skończyło ale nie wiadomo, czy aby coś się już zaczęło.
Kilka równolegle prowadzonych wątków śledzi losy kilku młodych ludzi, którzy przeżywają tragiczno – komiczne perypetie podczas jednego dnia. Tym dniem jest reliktowe święto 1 Maja, które dawno zatraciło swój pierwotny charakter (wypaczone już przecież przez samych komunistów) i jest teraz pretekstem do typowej “zadymy”, którą rozniecają sfrustrowani, pozbawieni perspektyw i zagubieni w nieokreślonej rzeczywistości młodzi ludzie.
Komizm jest tu rodzajem przeciwagi dla ciężkiej beznadziei, w jakiej zanurzeni są bohaterowie filmu.
Pod koniec spotykają się oni wszyscy w szpitalu, na pogotowiu – i to jest jedyny optymistyczny motyw (a raczej finał) całej opowieści.

*

stripedpjs460blext1

*

“CHŁOPIEC W PASIASTEJ PIŻAMIE”  (The Boy in the Striped Pagamas; Wielka Brytania, USA)

Wstrząsająca opowieść o przyjaźni dwóch 8-letnich chłopców, którzy przynależą do dwóch światów, które dzieli przepaść.
Jeden żyje w świecie ludzi, drugi – w świecie “zwierząt”; jeden przynależy do klasy panów, drugi – niewolników; jeden jest Niemcem, drugi – Żydem; jeden z nich ma na imię Bruno, drugi – Szmul. Bruno jest synem niemieckiego komendanta obozu koncentracyjnego, Szmul – synem więźnia. Spotykają się potajemnie, każdy po innej stronie znajdującego się pod elektrycznym napięciem kolczastego drutu.
Bruno żyje jeszcze w błogiej nieświadomości okrutnego świata, Szmula dotknęła już tego świata melancholia, uderzyła jego brutalność. Obaj spoglądają na świat innymi oczami, obu wciąga bezlitośnie otaczający ich koszmar.
Pomysł na scenariusz dość karkołomny, jednakże twórcy filmu zręcznie unikają zarówno niewiarygodności, jak i banału… obnażając absurd stworzonej przez człowieka rzeczywistości.

“RUSAŁKA”  (Rusalka, Rosja)

Tym, czym bronią się często Rosjanie przed ciemnym fatalizmem swojej topornej i przyduszonej egzystencji jest sarkastyczny humor i cięta autoironia, która pośród mizerii i egzystencjalnej szarzyzny skrzy się pełnym swoistego uroku humanizmem schwytanych w tę zgrzebność ludzi.
Właśnie taki duch przenika “Rusałkę”, będącą sprawnie prowadzoną komedią, ukazującą przypadki Alisy, 18-letniej dziewczyny, która przybywa do wielkomiejskiej Moskwy z pewnego prowincjonalnego nadmorskiego miasteczka.
Tak, widać tu na każdym kroku (a właściwie w każdym kadrze) tę “nową” rosyjską rzeczywistość udającą cudowne dziecko neokapitalizmu: kolejną “świetlaną przyszłość” kraju, który zmienił ideologię jak rękawiczki, ale dalej budzi się z chamską grabą w nocniku.
Nie wypada mi zdradzać zakończenia, jednak nie mogę się oprzeć zacytowaniu słów, jakie usłyszałem w kinie od mojej amerykańskiej sąsiadki: “It’s always a sad end in all russian movies”.

“SZALENIE SZCZĘŚLIWI”  (Frygtelig Lykkelig, Dania)

Duński film zdobył głównią nagrodę na festiwalu w Karlowych Warach, ale czy ma to tutaj jakieś szczególne znaczenie?
Ważne jest to, że ogląda się go z zainteresowaniem. Wykorzystując elementy filmu noir, kryminału, a nawet horroru i westernu “Szalenie szczęśliwi” trzymają widza w napięciu, które nie opuszcza go aż do nieoczekiwanego końca, prowadząc przez pełen suspensu labirynt czasu, zdarzeń i przestrzeni.
Pewien kopenhaski glina zostaje oddelegowany (bardziej właściwym słowem byłoby jednak: zesłany) do zabitej dechami mieściny otoczonej bezkresem bagien, pastwisk i krów, gdzie panują nad wyraz specyficzne obyczaje, zamieszkałej przez kolorowe, a zarazem budzące lekką grozę, panopitcum autochtonicznych indywiduów.
Spotkałem sie z pewnym sarkazmem krytyków, że przecież podobne chwyty stylistyczne były wygrywane dużo wcześniej – przez lepszych reżyserow i w lepszych filmach – co jednak zupełnie mi nie przeszkadzało i nie mogło zmienić mojej przychylnej percepcji filmu.

nannicaospl

 

“CICHY CHAOS”  (Caos Calmo, Włochy)

W programie napisano, że film może się poszczycić 18 nominacjami do włoskiego “Oscara”, ale już nie podano, ile tych “Oscarów” zdobył. Zresztą, podobnie jak w przypadku poprzedniego tytułu, jakie to może mieć znaczenie, oprócz… reklamowego? Podobne informacje zaostrzają jednak nasz apetyt, więc kiedy oglądamy film doznajemy niejakiego rozczarowania, bo oto na ekranie nie pojawia się przed nami żadna rewelacja, a jedynie lekko wyrastający ponad przeciętność obraz.
I tak właśnie było w moim przypadku.
“Cichy chaos” opowiada historię mężczyzny w średnim wieku, który nagle zostaje wdowcem i musi zająć się swoją 10-letnią córką. Zaczyna postępować w sposób cokolwiek nieortodoksyjny, bowiem zamiast spędzać czas w swoim gabinecie dyrektora jednej ze stacji telewizyjnych, cały dzień przesiaduje na ławce przed szkołą, czekając tam na córkę, aż ta skończy zajęcia.
Grający głównego bohatera aktor wygrywa wszystko na jednej nucie, co można uznać za pełne powściągliwości przedstawienie kipiącego za tym pozorem psychicznego tumultu. (Rzeczywiście, kiedy wybucha on wreszcie przejmującym szlochem, trudno nam w to wątpić.) Do końca jednak nie wiadomo, jaka jest jego rzeczywista relacja ze światem.
Mimo dość powolnego tempa, znalazła się w filmie jedna scena gorąca. O tyle nietypowa, w sposób bardzo intymny, bezpośredni i otwarty ukazująca cielesną miłość dość zaawansowanych w swojej dojrzałości protagonistów.
Nie sposób jednak nie wspomnieć o czymś jeszcze.
Oto pod koniec filmu pokazuje się na ekranie sam… Roman Polański – w całej swej wielkopańskiej krasie (jako korporacyjny super-kapitalista). Ponadto, przez park, w którym przysiaduje bohater, co jakiś czas przebiega (przechodzi) z wielkim bernardynem nasza rodaczka Kasia Smutniak – roztaczając czar modelowo pięknej dziewczyny (i współgrając z melancholią, tudzież erotyczną tęsknotą, starzejącego się mężczyzny).

*

catherinedeneuveherobl1

 

“WIGILIJNA OPOWIEŚĆ”   (Un Conte de Noel, Francja)

Rasowe kino francuskie w całej swej wirtuozerii – se świetnym aktorstwem, ciekawą narracją, zajmującym wątkiem, barwnością obrazu… zaserwowane z rozmachem solidnej produkcji.
“Wigilijna Opowieść” jest filmem stylizowanym na rodzinną sagę ukazującą losy pewnej dość chaotycznie funkcjonującej paryskiej familii.
Niewątpliwie elegancką nobliwość zapewnia jej sama Katherine Denuve, ironię i ciepło – jej mąż (prawie że staruszek), zaś anarchię, bunt i silne rozstrojenie – czwórka ich dorosłych już dzieci.
Sporo tu tzw. “życiowych” wątków, problemów, dylematów, powikłanych relacji oraz bardziej lub mniej tłumionych emocji, które sprawiają, że rodzina Voulardów jawi się nam jako pełen życia, acz nieco skomplikowany anatomicznie organizm.

“REWANŻ”  (Revanche, Austria)

Podczas napadu na bank we Wiedniu zostaje przypadkowo zastrzelona przez policjanta rosyjska prostytutka, będąca zarazem dziewczyną napastnika. Obaj mężczyźni spotykają się na wsi, gdzie rabuś zatrzymuje się u swego starzejącego się ojca, i gdzie po sąsiedzku mieszka policjant ze swoją nie mogącą zajść w ciąże żoną (przy czym ten ostatni nie zdaje sobie sprawy z kim ma do czynienia).
Między żoną policjanta a ukrywającym się mężczyzną zawiązuje się nieco dziwna znajomość, ktora prowadzi do dość nieoczekiwanego finału.
Każdy bohater filmu przeżywa swoje własne wyrzuty sumienia w sposób bardzo intensywny, co przekłada się na mocno depresyjną atmosferę filmu, przypominając nam o ukrytym dnie austriackiej zwichniętej psyche.
W sumie: obraz mało oryginalny, acz poprawny, niezbyt rewelacyjny… uciekający ze swoją stylistyką w różne strony – ni to dreszczowiec, ni to kryminał, ni to film psychologiczny, ni to obyczajowy… Za dużo chce ugryźć, narażając się w konsekwecji na niestrawność.
Przydałby się tutaj sznaps, a zamiast tego serwuje się nam jakieś mętne drinki i spleen mocno potrąconych przez życie ludzi.

*
die_wellebl

 

“FALA”  (Die Welle, Niemcy)

Jedną z najmocniejszych emocji na Festwialu przeżyłem właśnie podczas finałowej sceny “Fali”.
W takich momentach czuję, że dotknięta zostaje jedna z moich najczulszych strun.
Ten temat zawsze mnie fascynował: mechanizm powstawania i funkcjonowania autorytatywnej władzy. Tutaj pokazane jest to przez pryzmat młodego pokolenia Niemców, co czyni go tym bardziej dla nas nośnym.
Przyczynia się również do tego fakt, że scenariusz oparto na autentycznych wydarzeniach.
Oto obdarzony charyzmą nauczyciel szkoły średniej, w ramach zajęć wprowadza w życie eksperyment polegający na stworzeniu modelu społeczności funkcjonującej w systemie opartym o rządy autorytarne.
Eksperyment wymyka się jednak spod kontroli prowadząc do szokującego finału. W międzyczasie jego uczestnicy przechodzą szereg zaskakujących – nawet dla nich samych – transformacji.
Film w bardzo sugestywny sposób odpowiada na pytanie, czy we współczesnym społeczeństwie europejskim możliwe jest odrodzenie się dyktatury, brutalnego nacjonalizmu i totalitarnej ideologii. Ta odpowiedź niestety brzmi: tak!
Chciałoby się wydarzenia ukazane w filmie potraktować jako fikcję, ale nie pozwala nam na to choćby historyczna świadomość: koszmar społeczności manipulowanej i poddającej się zbrodniczym totalitaryzmom oraz ogłupiającym i zniewalającym ideologiom wydarzył się naprawdę i to zaledwie wczoraj – w samym środku “cywilizowanej” Europy.

 

*   *   *

MAMUCI ROZMACH

Bez wątpienia, chicagowski Festiwal jest jedną z największych imprez tego typu na świecie. Obejrzenie wszystkich filmów podczas niespełna 3 tygodni jego trwania jest rzeczą wręcz niewykonalną. Ale cóż mają powiedzieć np. w takim Toronto, gdzie w ciągu 10 dni pokazuje się 250 filmów?
Program MFF w Chicago zawsze budził we mnie mieszane uczucia. Nie mogło być inaczej wobec takiej mnogości sprowadzanych tytułów. Mimo wszystko filmowe maratony wyczynowe nie sprzyjają raczej głębszej percepcji sztuki kina, ani tym bardziej refleksji przez nią prowokowanej. Dlatego też z biegiem lat ograniczałem ilość oglądanych filmów, z których każdy wymagał pewnego skupienia, odbioru, emocjonalno-intelektualnego przetrawienia.
Niezwykle ważna stała się wybiórczość – konieczność dokonania trafnego wyboru. A z tym bywało różnie.

MISZ – MASZ WĄTPLIWEJ JAKOŚCI

To był dość poważny zarzut, jaki można było postawić tym, którzy decydowali o festiwalowym repertuarze i jego artystycznym profilu: niezbyt radykalna selekcja tytułów, dopuszczająca na Festiwal buble i gnioty. Trochę mijało się to z deklaracjami organizatorów, którzy twierdzili, że starają się prezentować najciekwasze zjawiska pojawiające się w światowych kinematografiach; że programowo rezygnują z komercji, kładąc nacisk na poziom artystyczny, niezależność, oryginalność, śmiałość; również na młodych niezależnych (jeszcze) twórców. (To prawda, że debiutowali tu reżyserzy, którzy zostali później uznani tuzami współczesnego kina wyższej kategorii, jak np. Scorsese czy Fassbinder). W rzeczywistości zaś dopuszczano wiele obrazów, których poziom był nie tylko amatorski, ale i tragiczny.
Jednakże było tak przed laty a sytuacja ta zbiegała się z ogólnym kryzysem, jakie porzeżywało kino na całym świecie. Wydawawało się wówczas, że wyczerpała się wręcz sama filmowa sztuka.

CZERWONY GRUZ

Ze zrozumiałych względów zawsze zwracałem na Festiwalu uwagę na filmy wyprodukowane przez kraje byłych “demoludów”, czyli “wyburzonego” bloku wschodniego. Jak pamiętamy, przez dłuższy czas zalegał tam komunistyczny gruz. Co było robić z “czerwonym” gruzem? Pokusa ponownego wykorzystania go, jako budulca była duża, wydawało się jednak, że nikt nie ma zielonego pojęcia, jak skreślić plany nowej konstrukcji. Społeczeństwa były zdezorientowane, chybotały się z prawa na lewo – i na odwrót.
Równie bezsilne czuły się tamtejsze kinematografie. Nie mogąc atakować (z braku wroga, siły lub finansowego uwiądu) rzuciły się do ucieczki lub – porażone własną niemocą – wpadały w ekstrema, skłaniając się ku grotesce, karykaturze, pastiszowi… Nawet na to, by małpować amerykański wzór, nie było pieniędzy. Dlatego też często próbowały go parodiować, tworząc jakies dziwolągi posiłkujące się amerykańską mitologią.
Częściową winę (jeśli chodzi już o ówczesny kryzys kina światowego) ponosił także post-modernizm, który rozluźnił wszelkie normy, nadpsuł smaki, wypaczył gusta, wprowadził na ekrany estetyczny chaos, usankcjonowal różne ekscesy i dziwactwa. Namieszał zresztą nie tylko w kinie. Ktoś określił go nawet wtedy jako “artystyczny szamanizm naszych czasów”.

KU LEPSZEMU…

Wygląda jednak na to, że ostatnimi laty wszystko się zmieniło – co przenosi się także na festiwalowe ekrany. Właściwie wszystkie filmy, które widziałem w tym roku warte były uwagi. Znikły wątpliwej jakości eksperymenty, których nie rozumiał nikt, oprócz samych twórców (choć i ci miewali trudności by wyjaśnić publiczności o co im naprawdę chodziło); zamiast tego zetknąć się można było z utworami niosącymi istotne treści - filmami interesującymi, niekiedy wręcz fascynującymi.
Powrócono niejako do korzeni – do tradycyjnej i solidnej filmowej roboty, gdzie liczy się zajmująca treść, sprawna reżyseria, ciekawe zdjęcia, sensowny montaż, dobre aktorstwo…
Znów można było świętować.
A także delektować się, poznawać, wruszać, myśleć, inspirować, wzbogacać…

 

(stb)

 

headerblbloog3

 

**

STRONY AUTORAT

**O*

BRAIN GRAFFITI:

*
*
*
 

Wrzesień 14, 2008

CZY BOGOWIE DOMAGAJĄ SIĘ KRWI ?

________________________________________

Żydzi i Palestyńczycy walczący ze sobą na Bliskim Wschodzie znaleźli się w tym ślepym zaułku, do którego jakże często wydaje się zapędzać ludzi ich atawistyczny instynkt agresji – popęd śmierci i zniszczenia. Także wola dominacji i żądza podboju. Agresję, zwłaszcza w zderzeniu dwóch różnych kultur i religii, najmocniej wspiera fanatyzm. Nie bez kozery więc, właśnie przemoc i fanatyzm, ludzie mądrzy i myślący (jak np. Karl Popper, jeden z najwybitniejszych umysłów naszych czasów) uznali za największe zagrożenie współczesnej cywilizacji.

Jest to tragiczną ironią, a zarazem fatalnym świadectwem wystawionym ludzkości, że właśnie w miejscu, które dla wyznawców trzech wielkich światowych religii jest święte – jako że podług nich symbolizuje ono przymierze z Bogiem i kontakt ze Stwórcą – odbywa się od tysięcy lat wzajemne mordowanie.

Nie wdajmy się jednak w metafizyczne dywagacje, które zbyt często pozbawiają nas zwykłej ludzkiej perspektywy. Spójrzmy trzeźwo na obecną sytuację w Izraelu i okupowanej Palestynie.

Jakie są rzeczywiste źródła toczącej się tam nieprzerwanie od wielu lat wojny? Czy istnieją jakieś perspektywy wyjścia z błędnego koła tej wendety? Kiedy skończy się wzajemna nienawiść, zabijanie i odwet?

PROBLEMY Z GŁOWĄ

Jestem przekonany, iż fundamentalne przyczyny nie kończącej się wojny między Palestyńczykami a Żydami nie leżą w sporze o ziemię, a w umysłach tworzących te narody ludzi. By ustał konflikt na Bliskim Wschodzie, musi się zmienić sposób myślenia adwersarzy.

Możemy więc sobie teraz wyobrazić skalę trudności w dążeniu do zaprzestania walki i wyplenienia nienawiści: owa skala jest taka sama, jak byśmy chcieli zmienić ludzką mentalność, czyli kolosalna. To dlatego niektórzy, mówiąc o szansach pokoju, wskazują na konieczność wymiany całego pokolenia, a może nawet i kilku pokoleń. Zgodnie z tą prognozą, obecna generacja pokoju na Bliskim Wschodzie się nie doczeka. Być może doczekają się jej dzieci, ewentualnie dopiero wnuki.

Niektórzy sądzą, iż wyjściem z kryzysu byłoby utworzenie niezależnego państwa palestyńskiego, przy równoczesnym zlikwidowaniu problemu milionów palestyńskich uchodźców. Lecz tego – jak pokazuje rzeczywistość – nie można dziś osiągnąć ani pokojowo, ani zbrojnie. Istny gordyjski węzeł poplątany jak zwoje mózgowe fanatycznych Żydów i Arabów.

Zakładnikami tej sytuacji są obecni liderzy obu stron. Mimo swych zdecydowanie pokojowych deklaracji, w głębi duszy w pokój nie wierzą, więc tak naprawdę do niego nie dążą. (Bowiem jak można dążyć do czegoś, w co się nie wierzy?)

Jeszcze o Jaserze Arafacie mówiono, że nie chce on ani pokoju ani wojny, co tylko potwierdza moją supozycję.

Wszystko wskazuje na to, że Arabowie i Żydzi są na egzystencję obok siebie skazani. Jedynym logicznym rozwiązaniem w takiej sytuacji byłoby więc utworzenie dwunarodowego państwa. W tej chwili jest to niemożliwe, bowiem obie strony zachowują się tak, jakby chciały zaprzeczyć racji istnienia narodu przeciwnika.

Czy będzie to możliwe w przyszłości?

UKĄSZENIE MAŁPY

W poszukiwaniu przyczyn wojny między Arabami a Żydami moglibyśmy zawędrować aż do człowieka pierwotnego, zadając pytanie: skąd mord i agresja wśród ludzi? I niewykluczone, że uświadomienie sobie tych pierwotnych źródeł podziałałoby na nas zbawiennie i oczyszczająco, bowiem racjonalizacja często bywa jakąś ulgą dla targanej sprzecznościami, pełnej nierozwiązanych konfliktów ludzkiej psyche.

Racjonalizacją jest też spojrzenie na arabsko-żydowski kryzys z perspektywy najnowszej historii. Według tej opcji, przyczyny wojny są proste i oczywiste: podział Palestyny po wycofaniu mandatu brytyjskiego, po którym w 1948 roku doszło do proklamowania przez Żydów państwa Izrael. Państwo palestyńskie przestało istnieć, a 2/3 jego społeczeństwa zostało wykorzenione z ojczyzny. Wojsko izraelskie zajęło 94% ziemi palestyńskiej, ponad 400 wiosek arabskich zostało zrównanych z ziemią, a na miejsce wygnanych Palestyńczyków wprowadzili się Żydzi tworząc kibuce. Każde więc osiedle żydowskie powstałe po 1948 roku, zostało zbudowane na ziemi, która do tej pory była własnością Palestyńczyków.

Wsparcie jakie otrzymał (i nadal otrzymuje) Izrael od diaspory, Syjonistów, a zwłaszcza od Stanów Zjednoczonych, umożliwił nie tylko przetrwanie nowego państwa (przy okazji Żydzi zdobyli nawet broń atomową), ale i wzmocnienie jego ambicji ekspansjonistycznych. Młode państwo izraelskie nie uniakło agresywnej, zaborczej i nie przebierającej w środkach polityki, ktróra zrodziła nienawiść świata arabskiego, i to zarówno do Żydów, jak i do Amerykanów.

Aktem brutalnym i łamiącym międzynarodowe prawo, było zajęcie w 1967 roku przez Izrael Zachodniego Brzegu Jordanu, Strefy Gazy i Jerozolimy. Okupacja tych terenów – wbrew rezolucji ONZ – trwa po dzień dzisiejszy a rozwój wypadków w ostatnim czasie nie wskazuje raczej na zmianę tej sytuacji.

Setki tysięcy ludzi zostało wyzutych z ziemi, wypędzonych z własnych domów. Liczba palestyńskich uchodźców rozproszonych po całym Bliskim Wschodzie sięga dziś 4 milionów. Są to społeczności pozbawione bezpieczeństwa, godnego bytu, podstawowych praw, w tym wolności.

Na jakich podstawach może więc zaistnieć stabilizacja? Dziwne wręcz byłoby, gdyby w takich warunkach istniała.

Biorąc to pod uwagę, wszelkie akcje Palestyńczyków uznać można za opór przeciw okupantowi. W takim kontekście, Żydzi mogą się wydawać nie tyle ofiarami – jak się zazwyczaj przedstawiają światu – a agresorami.

Mając to wszystko na względzie, szukanie bezpośredniego powodu wybuchu ostatniej intifady rzeczywiście nie ma większego sensu. Czy były to kamienie palestyńskich chłopców, albo może kule izraelskich żołnierzy… i kto zaatakował pierwszy? – to wszystko w istocie swej nie ma znaczenia, będąc w zasadzie tylko manifestacją nierozwiązanego konfliktu, pretekstem ujawniającym głębsze, stale obecne i rozległe przyczyny.

Ten problem inicjacji tragedii przypomina owo śmiertelne ukąszenie pewnego króla przez jego małpkę. Wówczas – a jest to fakt historyczny – zgon władcy pociągnął za sobą wojnę, w której zginęło ćwierć miliona ludzi. (Pisał o tym w swoich pamiętnikach Winston Churchill, a przypomniał jeden z numerów „The New York Review of Books”.)

BOMBA W SYNAGODZE, KARABIN W MECZECIE

Biblię nazwano najbardziej krwawą księgą świata – tyle w niej opisów wojen, morderstw, zdrad i nikczemności. Sam Jahwe z początku był nawet bogiem wojny. Koran został przekazany Muzułmanom przez proroka Mahometa – pośrednika Allaha – który zdobył Medynę środkami bynajmniej nie pokojowymi.

Ludy semickie, do jakich nota bene zaliczają się nie tylko Żydzi ale i Arabowie, od tysięcy lat żyły w rzeczywistości krwawej i brutalnej. I ten gwałt musiał znaleźć odbicie w wyznawanych przez nich religiach.

Jaką rolę w konflikcie na Bliskim Wschodzie odgrywają kwestie wyznaniowe? I czy uwikłani weń ludzie czerpią agresywną bojowość ze swoich religii?

Otóż nie przeceniałbym tego.

Owszem, w niektórych przypadkach inspiracja religijna ma wielkie znaczenie podsycając ogień walki. Lecz generalnie nie jest ona czymś decydującym. (Również mahometanie zobowiązani są przez Koran do przestrzegania takich cnót, jak np. dobroć, uczciwość i pracowitość.)

Zresztą, prawdziwa religijność w zasadzie nigdy nie jest destrukcyjna. Bardzo destrukcyjny jest natomiast fanatyzm. A ten po obu stronach przejawia się często, lecz raczej pełni on rolę instrumentalną (zagrzewając np. do walki), a nie źródłową, tzn. bywa środkiem a nie przyczyną.

To oczywiste, że linia frontu wojny między Arabami a Żydami przebiega na styku islamu i judaizmu, przez co polem bitwy stają się niekiedy synagogi i meczety.

Miejscem najbardziej spornym i kluczowym, jest Świątynne Wzgórze, zwane przez Arabów Haram al-Sharif, gdzie stały kiedyś najświętsze dla żydowskich ortodoksów Pierwsza i Druga Świątynia, i skąd Mahomet został, według wierzeń muzułmańskich, zabrany na latającym rumaku do nieba.

Nie sądzę jednak, że religia jest rdzeniem tej wojny. Miejsca święte i fenomeny związane z kultem są raczej symbolami, poprzez które manifestują się antagonizmy osadzone na innych podstawach.

Oczywiście, że wpisana immanentnie w islam wiara w Allaha, który rozkazuje Muzułmanom „świadczyć przeciw reszcie ludzkości” (jak to jest zapisane w samym Koranie), a nawet brać udział w dżihad, czyli Świętej Wojnie przeciw giaurom (niewiernym), nie przyczynia się raczej do pokojowej inspiracji Arabów, lecz poza fanatykami i terrorystami nie znajduje ona chyba większego odzewu.

Zaznaczmy jeszcze na koniec, że prawdziwy Stwórca nie może żądać od ludzi jakiejkolwiek okrutnej ofiary. Powtarzane czasem przekonanie, że bogowie łakną krwi jest szaleńczym wymysłem biednego i ograniczonego człowieka.

ZDERZENIE CYWILIZACJI

Palestyńczycy się buntują, ponieważ są nieszczęśliwi. Są nieszczęśliwi, ponieważ nie są wolni, tudzież mają mocne poczucie dziejącej się im krzywdy i niesprawiedliwości. Odczuwają niesprawiedliwość, jako że w każdym bliskowschodnim kraju, w którym żyją – a więc nie tylko w Izraelu, ale i we wszystkich ościennych państwach arabskich, gdzie znajdują się obozy uchodźców – są traktowani jak ludzie drugiej kategorii. Ich status państwowy jest tam nieokreślony.

Tzw. Autonomia Paletsyńska jest fikcją, bowiem pod kontrolą Izraela pozostają wszystkie kluczowe sfery: od granic i dróg po zasoby wodne i energię. Nie bez znaczenia jest również korupcja jaka rozpanoszyła się w wyższych sferach palestyńskich instytucji.

Zażegnać bunty Palestyńczyków mogłaby tylko zmiana ich obecnego położenia, która zdołała by usunąć wszystkie zasadnicze przyczyny ich nieszczęścia.

Jednym z warunków pokoju – i nie odnosi się to tylko do sytuacji na Bliskim Wschodzie – jest to, by żadna grupa nie czuła się zagrożona ani zdominowana przez inne. A także to, by ludzie posiadali materialne podstawy do życia w godności; by mieli możliwość realizowania samego siebie; by chciwość nie dominowała ludzkich dążeń; wreszcie – by odrzucić przemoc jako środek służący rozwiązywaniu konfliktów.

Żaden z tych warunków nie jest na Bliskim Wschodzie spełniony.

Palestyńczycy znajdują się w fatalnej sytuacji ekonomicznej, nie mogą zaspokoić swoich podstawowych potrzeb, bezrobocie jest ogromne… Mówiąc wprost: żyją oni w opłakanej nędzy, która ostro kontrastuje z położeniem materialnym większości obywateli Izraela. (Bez znaczenia w tej sytuacji jest to, czemu Żydzi zawdzięczają swój dobrobyt – pomocy z zewnątrz, czy też własnym zdolnościom oraz przemyślności w urządzaniu państwa i gospodarki.)

Wystarczy porównać dochód narodowy Izraela z tym, jaki uzyskują Palestyńczycy. Jest to odpowiednio: $100 miliardów i $4 miliardy. Roczny dochód narodowy na jednego mieszkañca wynosi więc $17 tysięcy w Izraelu i tylko $1,3 tysiąca w Palestynie.

Olbrzymia jest też dysproporcja w liczebności obu armii: 135 tysięcy żołnierzy w wojsku izraelskim i 35 tysięcy w policji (bo nie jest to regularna armia) palestyńskiej. Jeśli zaś chodzi o ilość i jakość uzbrojenia – to jest to poza wszelkim porównaniem.

Jakie są więc podstawy do równowagi obu sił?

Wielką szansą byłby równomierny rozwój ekonomiczny regionu. Oby tak ludzie zajęli się handlem, przemysłem i gospodarką, a nie sporami terytorialno-granicznymi; gdyby tak powstrzymali się od odwetu i wyzbyli nienawiści, prowadząc równorzędny dialog. Tylko jak to osiągnąć bez żadnych ustępstw, gdy nie ma równości i gdy króluje zaciekłość?

Prezydent Szymon Peres, (również wieloletni minister spraw zagranicznych Izraela) – nota bene persona, z którą wszyscy się liczą – stwierdził swego czasu, że konflikt palestyńsko-izraelski jest zderzeniem cywilizacji, ale bynajmniej nie religijnych, a raczej świata biednego i zacofanego ze światem bogatym i rozwiniętym. Proponował on skoncentrowanie się na reformach rynkowych, rozwoju technologicznym, gospodarczym postępie. Lecz to słowa, które jak na razie pozostają bez konsekwencji; słowa, które niczego nie rozwiązują… No i łatwo je wypowiadać, bo nic nie kosztują. A w świecie arabskim wzbudzają nawet pewien niepokój, gdyż odbierane są jako dążenie do ekonomicznej hegemonii Izraela na Bliskim Wschodzie; dominacji, która oznacza wyzysk, a więc pogłębianie się materialnej nierówności.

Kolejne błędne koło.

KIEDY GINĄ DZIECI

Palestyńczycy mają prawo do własnego suwerennego państwa, a więc i do walki o niepodległość. Jednak prawdziwą hańbą i antyhumanitarnym skandalem jest uwikłanie w ten morderczy konflikt dzieci, których od wybuchu ostatniego powstania zginęło parę tysięcy. Arabowie ten udział nieletnich w wojnie usprawiedliwiają, a sam Arafat nazwał ponoć walczących chłopców „małymi generałami”.

Młodzież arabska nie widzi dla siebie żadnej przyszłości, stąd ich desperacja, która w ekstremalnych przypadkach sprowadza się do poświęcania własnego życia – do pragnienia zostania „męczennikiem”. W ten sposób karmi się fanatyzm. A ten jest niczym innym jak odbiciem narcyzmu grupy, która czuje się zdegradowana, prześladowana i poniżona.

Warto w tym miejscu podkreślić, że niedopuszczalny jest również terroryzm – zamachy, w których giną niewinni i przypadkowi ludzie; wysadzanie w powietrze autobusów z cywilami i tym podobne zbrodnicze akty.

Gwoli historycznej ścisłości, trzeba tu zaznaczyć, że terroryzm był zapoczątkowany w Palestynie w latach 20. i 30. XX wieku przez Syjonistów, którzy urządzali masakry na arabskich rynkach i podkładaniem bomb nękali Brytyjczyków, by przyśpieszyć ich wycofanie się z Palestyny.

Dzisiaj, dla Palestyńczyków, wymierzone w Żydów zamachy bombowe wydają się być jedyną dostępną bronią słabych i uciśnionych. Samobójcza desperacja postrzegana jest jako środek mogący dorównać skuteczności zniszczeń dokonywanych przez uzbrojoną po zęby izraelską armię – czołgi, helikoptery czy też używane do morderczych ataków amerykańskie myśliwce F-16.

Jest sporo prawdy w słowach Goldy Meir, która zapytana o to, kiedy między dwoma narodami nastanie pokój, odpowiedziała: „Kiedy będą bardziej swoje dzieci kochać, niż nas nienawidzieć“. To samo można powiedzieć Żydom: nie zapanuje u was pokój, dopóki interesy własne i zaborczość będzie stawiana wyżej niż życie człowieka i uznanie ludzkiej godności waszych sąsiadów.

SAMI TWORZYMY RZECZYWISTOŚĆ

Lobby żydowskie, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, usilnie propaguje pro-izraelski punkt widzenia. Stąd wynika stronniczość wielu amerykańskich środków masowego przekazu w przedstawianiu konfliktu między Arabami a Żydami. Docenia się tu znaczenie „drugiej władzy”: wygrana bitwa w mediach oznaczać może wygraną wojnę na Bliskim Wschodzie.

Ważna jest nasza postawa, a jeszcze ważniejsza postawa tych, którzy są decydentami w świecie. To, jakie stanowisko wszyscy zajmą osądzając ten konflikt, będzie miało kapitalne wręcz implikacje.

Jeśli bowiem uznamy i zgodzimy się z tym, że światem rządzi przede wszystkim siła i pieniądz – to nie mamy żadnych moralnych podstaw do krytykowania Izraela, jego dążeń i poczynań.

Nie możemy więc przystać na dyktaturę siły i pieniądza. Ponad tym stoją jednak wartości wyższe, takie choćby jak wolność, sprawiedliwość czy ludzkie życie. Warto sobie uzmysłowić, iż ta niezgoda ma ogromne znaczenie, gdyż zdolna jest konstytuować naszą rzeczywistość.

Taki mamy świat i taką cywilizację, na jaką sobie zasługujemy… tworząc naszą hierarchię wartości.

MEMENTO

Jeśli istnieć ma cywilizacyjny postęp wyrażający dążenie człowieka do nieagresywnego rozwiązywania międzynarodowych sporów i konfliktów, musi dojść do consensusu wysoko rozwiniętych państw świata, polegającego na konsekwentnym przestrzeganiu międzynarodowych umów i norm odrzucających przemoc. W imię tego postępu powojenny świat Zachodu nie może dziś – mimo swej agresywnej przeszłości i kolonizacyjnych grzechów – akceptować siłowej ekspansji terytorialnej jakiegokolwiek państwa, gdyż oznaczałoby to legitymizację przemocy, jako funkcjonującego do dzisiaj sposobu podporządkowywania sobie słabszych przez silniejszych, czyli przyzwolenie na dominację wykorzystującą gwałt i przemoc.

A na to, w XXI wieku, cywilizowana i dysponująca nieograniczonymi środkami zniszczenia ludzkość, nie może sobie pozwolić…

Jeśli oczywiście chcemy jeszcze przez jakiś czas egzystować na tej planecie.

(stb)

*   *   *

 

 

 

 

___________________________________________ 

 STRONY AUTORA

BRAIN GRAFFITI:

http://logosamicus.bloog.pl

ŚWIATOWID:

http://swiatowid.bloog.pl